
Tilt - Tilt
1988 Tonpress
str. A
A1. Jest tylko to 3:40
A2. Jeżeli myślisz, że jestem twoim wrogiem 4:21
A3. Zawsze, wszędzie, teraz 2:52
A4. Tańczę na niebie 3:04
A5. Gdyby wszystkie słowa 4:03
str. B
B1. Mówię ci, że... 3:00
B2. Fale łaski techno rege 5:09
B3. Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia 3:54
B4. Po 4:19
Tilt to jeden z pierwszych polskich zespołów rockowych, który identyfikował się ze sceną punkową i postpunkową. Powstał w 1979 roku, ale już rok później rozwiązał się. Nie pozostawił po sobie z tego okresu żadnych wydanych wtedy nagrań studyjnych, ale zdążył wystąpić m.in. na „I Ogólnopolskim Przeglądzie Nowej Fali” w Kołobrzegu w 1980 roku oraz zagrać kilka koncertów. Tomasz Lipiński, wokalista Tiltu, latem 1981 roku założył wraz z Robertem Brylewskim Brygadę Kryzys. Tej współpracy zawdzięczamy jedną z najsłynniejszych płyt polskiego rocka - "czarną Brygadę". Mimo nagrania tak przełomowej dla polskiej muzyki płyty, grupa pozostała wówczas szerzej nieznana. Ze względu na sytuację, która powstała po wprowadzeniu przez władze komunistyczne stanu wojennego, miała problem z graniem koncertów. Muzycy nie widzieli szans na dalszy rozwój i Brygada Kryzys rozwiązała się pod koniec 1982 roku.
Lipiński, który pozostawał bez przydziału muzycznego, reaktywował w 1983 roku, wraz z basistą Tomaszem Szczecińskim, Tilt. Do składu dołączyli też nowi muzycy: perkusista Tomasz „Gogo Szulc” Kożuchowski (ex–TZN Xenna) oraz saksofonista Aleksander Korecki, ale to nie był koniec zmian osobowych. Wkrótce Tomasza Szczecińskiego zastąpił na basie Franz Dreadhunter. Do zespołu dołączył też gitarzysta Piotr „Czombe” Dubiel (ex–Deuter, ex–TZN Xenna). Oprócz zmian personalnych zaszły też zmiany w muzyce Tiltu. W 1985 roku ukazał się singiel "Runął już ostatni mur" (na stronie B znalazły się: "Każdy boi się swojej paranoi" i "O! Jaki dziwny, dziwny"), który okazał się sporym przebojem. Utwór miał charakter wyraźnie rockowy, ale był skoczny i chwytliwy. Nagranie dotarło w lipcu 1985 roku do szóstego miejsca Listy Przebojów Programu Trzeciego. To był też początek mojej znajomości z zespołem. O punkowych korzeniach grupy dowiedziałem się później.
Po sukcesie piosenki "Runął już ostatni mur" nowy skład Tiltu postanowił pójść dalej i stworzyć muzykę skierowaną do szerszej publiczności. W studiu Tonpressu nagrano w 1986 roku materiał na debiutancką płytę. W tym samym roku ukazał się singiel zawierający dwa utwory pochodzące z tej sesji: "Mówię ci, że..." i "Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia". Najpierw do radia trafił ten pierwszy z miejsca stając się wielkim hitem. W maju 1986 roku "Mówię ci, że..." dotarło na sam szczyt trójkowej listy przebojów. Po chwili, sukces powtórzyło drugie nagranie. Kompozycja "Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia" w lipcu dwukrotnie znalazła się na pierwszym miejscu listy Trójki. Ale to by było na tyle. Kolejne nagrania lansowane w Trójce, które pochodziły z sesji Tonpressu: "Zawsze, wszędzie, teraz", "Fale łaski", "Gdyby wszystkie słowa", nie weszły nawet do top 20 listy. W 1987 roku grupa ponownie zawiesiła działalność.
Lipiński zdążył już w 1986 roku uruchomić swój kolejny projekt muzyczny: Fotoness. Tymczasem nadal nie ukazała się debiutancka płyta Tiltu... Ot, uroki socjalistycznej gospodarki planowej. W 1988 roku Fotoness już nie istniał a Lipiński przystąpił do wznowienia działalności Tiltu po raz trzeci. Tym razem na fali znowu była muzyka rockowa, dlatego nowy Tilt, nazwany "Czad Komando Tilt", miał nawiązywać do punkowych korzeni grupy a nie popowego oblicza drugiego okresu działalności zespołu. Ale i tak największym hitem z okresu "Czad Komando Tilt" okazała się ballada "Jeszcze będzie przepięknie”. Żywot trzeciego wcielenia Tiltu znowu był krótki, bo w 1989 roku grupa została ponownie zawieszona. W 1988 roku, gdy Lipiński montował trzecie wcielenie Tiltu, w końcu ukazała się debiutancka płyta Tiltu nagrywana na przełomie 1985 i 1986 roku... Zresztą w tym samym, 1988 roku, ukazała się też debiutancka płyta formacji Fotoness "When I Die" [czytaj recenzję >>] , która właśnie przechodziła do historii. Można jeszcze dodać, że druga płyta Tiltu pt. "Czad Kommando Tilt" ukazała się w 1990 roku, gdy Tilt miał po raz kolejny zawieszoną działalność. O urokach socjalistycznej gospodarki planowej już wspominałem, prawda? Choć działalność gospodarczą zaczęto uwalniać już w 1988 roku, to jednak socjalistyczne mechanizmy gospodarki planowej w Polsce nadal mocno dawały się we znaki, szczególnie w podupadającym przemyśle produkcji płyt winylowych. Stąd te wszystkie opóźnienia wydawnicze charakterystyczne dla całego okresu PRL.
Gdy w 1988 roku ukazała się płyta "Tilt" była już wspomnieniem minionej, choć krótkiej popowej świetności zespołu i nie pasowała do wizerunku, który miał mieć nowy (Czad Komando) Tilt. Mimo to większość słuchaczy postrzegała Tilt przez pryzmat hitu "Mówię ci, że..." a nie punkowych początków zespołu. W sukurs temu przyszła ładna, popowa ballada "Tak jak ja kocham cię", która ostatecznie weszła jako bonus do kompaktowego wydania (1991) debiutanckiej płyty, choć nagranie wylansowano w 1988 roku. Z nowego okresu pochodziła też wspomniana ballada "Jeszcze będzie przepięknie" a także łagodny utwór "Boski wiatr", które znalazły się dla odmiany na drugiej płycie pt. "(Czad Komando) Tilt" (1990). Ale takie utwory jak: "Gdzie te serca?" czy "Blokada czad" były już wyraźnie inne, zgodne z "nową", "czadową" linią programową zespołu.
Czy gdyby "Tilt" ukazał się w swoim czasie, czyli w 1986 roku miał szansę odnieść sukces podobny do dwóch hitów, które na nim znalazły się? Tego nie jesteśmy dzisiaj w stanie powiedzieć. Kolejne nagrania, pochodzące z wówczas jeszcze niewydanej płyty i bez powodzenia lansowane w tym okresie, jednak nie potwierdzają tego. Mnie płyta podobała się wtedy i dobrze słucha mi się jej nadal. Na pewno podprogowo miało dla mnie znaczenie to, że na albumie słychać automat perkusyjny, zamiast żywego perkusisty „Gogo Szulca", który nie uczestniczył w sesji nagraniowej do płyty. W 1988 roku nadal słuchałem dużo synth popu i "new romantic". Choć na tzw. "Zachodzie" to był już miniony trend, to u nas przecież był Tomasz Beksiński i jego "Romantycy Muzyki Rockowej". "Romantycy" stanowili w 1988 roku nadal moją główną inspirację muzyczną. Dlatego automat perkusyjny na płycie "Tilt" na wstępie dobrze nastrajał mnie do muzyki zespołu, mimo że finalnie nie miała wiele wspólnego z synth popem, czy "new romantic".
Tilt okazał się nowatorski, jak na polskie warunki, zarówno pod koniec lat 70., gdy obsadził się w roli jednego z pierwszych polskich zespołów punkowych, jak i w połowie lat 80., gdy wziął się za nowoczesny pop. Jestem skłonny zakwalifikować "Tilt" jako polski odpowiednik "sophisticated popu". Ten termin wówczas w Polsce nie funkcjonował, podobnie jak na szerszą skalę muzyka tego typu. Zjawisko grup nowofalowych, które próbowały grać popowo, zerkając w stronę jazzu pojawiało się na trójmiejskiej scenie muzycznej, ale w całej Polsce nie było szerzej znane. Tilt, chyba trochę nieświadomie, stał się przez chwilę jedynym ogólnopolsko rozpoznawalnym przedstawicielem podobnej muzyki, z wszystkimi zastrzeżeniami co do zasadności takiej kwalifikacji stylistycznej zespołu.
Nie wszystkie nagrania z "Tiltu" wpisują się w narrację o "sophisti popie". Na pewno można w ten sposób określić przebój "Rzeka miłości, morze radości, ocean szczęścia", który bywa porównywany do nagrania "Smooth Operator" Sade. Kończący płytę, instrumentalny "Po", chwilami, szczególnie gdy słychać solo na saksofonie, również można podciągnąć pod "sophisti pop". Gdyby nie to, że nagranie staje się coraz bardziej rozmyte, ambientowe a momentami nabiera cech etnicznych, dzięki kończącym utwór, przypominającym dźwięk fletu, popisom instrumentalisty. Trzeci utwór na stronie B "Fale łaski" przejawia ciągoty Tiltu do reggae. Ale rozpoczynający album "Jest tylko to" to typowy nowofalowy pop z wyrazistym solem saksofonu i brzdąkającym basem. "Jeżeli myślisz, że jestem twoim wrogiem" ma chwytliwy, bujający rytm, pojawiają się tutaj atonalne dźwięki uzyskane przez uderzenie w instrumenty klawiszowe, gitarowe zgrzyty jako ozdobniki, śpiew Lipińskiego jest nieco niepokojący. "Zawsze, wszędzie, teraz" rozpoczyna się od linii basu, skontrastowanej rozmytymi zagrywkami gitarowymi. Po chwili szybkie tempo wyznacza bit automatu perkusyjnego a chwytliwą melodię wygrywa saksofon. W chórkach słychać stawiającą pierwsze kroki Kayah. Pod koniec nagrania odzywa się również solówka gitarzysty, co ciekawie kontrastuje z przyspieszającym rytmem automatu perkusyjnego. Kolejny numer "Tańczę na niebie" brzmi moim zdaniem zbyt banalnie. Mało finezyjna aranżacja, jakby nie pasująca do szybkiego rytmu automatu perkusyjnego, sprawia bardzo złe wrażenie. To jedyne nagranie, które nawet największego fana automatów perkusyjnych mogą skłonić do krytyki tego konkretnego przypadku jego zastosowania. Na szczęście stronę A kończy ładny "Gdyby wszystkie słowa", w którym rytm nie jest tak dosadny a ładne solo saksofonu buduje nastrój nagrania utrzymanego w wolniejszym tempie. Strona B płyty to wspomniane już dwa największe przeboje Tiltu, zamykający album "Po" oraz regea'owe "Fale łaski".
Krytycy "sztucznych" lat 80. powiedzą, że brzmienie automatu perkusyjnego zabiło tę płytę. Mnie skłoniło raczej do zainteresowania się nią. Z pewnością największymi zaletami albumu pozostają dwa wspomniane hity, ale całej płyty zawsze słuchało mi się bardzo dobrze. Z wyjątkiem utworu "Tańczę na niebie" i pochodzącego trochę z innej bajki "Fale łaski", album jest zwarty stylistycznie i udany kompozycyjnie. "Tilt" nie jest płytą epokową, ale dla mnie pozostaje bardzo miłym wspomnieniem lat 80. Dzisiaj patrzę na nią przede wszystkim jak na polską odpowiedź na dokonania wykonawców z kręgu brytyjskiego "sophisti popu". Dlatego z punktu widzenia historii polskiej muzyki "Tilt" jest płytą ważną, bo takiej muzyki pop w Polsce nie grało się wtedy dużo. Właściwie to prawie w ogóle. W związku z tym szczególnie dobrze płyta wypada na tle braku konkurencji w tym zakresie :). Ale niezależnie od tego, "Tilt" może stać się miłym urozmaiceniem codziennego zestawu do słuchania zarówno dla tych, którzy dawno nie sięgali po płytę, jak i tych, którzy nie wiedzieli o jej istnieniu. [8/10]
Andrzej Korasiewicz
26.02.2026 r.
