
Yes - Aurora2026 Inside Out Music 1. Aurora 7:262. Turnaround Situation 5:483. Love Lies Dreaming 6:264. Countermovement 13:135. Ariadne 6:166. All Hands On Deck 3:047. Outside The Box 3:588. Emotional Intelligence 3:319. Jambustin' (bonus track) 4:2210. Watching The River Roll (bonus track) 4:38 Będąc słuchaczem wychowanym muzycznie w latach 80. na audycjach drugiego i trzeciego programu Polskiego Radia nie mogłem uniknąć inicjacji w tzw. "rock progresywny". Z początku traktowałem go jako jedną ze ścieżek rozwoju muzycznego i słuchałem obok mojego ulubionego synth popu. Gdy z czasem dotarłem do bardziej "alternatywnych" źródeł muzyki niż prezenterzy Polskiego Radia, dla których prog rock był szczytowym osiągnięciem szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej (wyżej był tylko jazz), zrozumiałem, że z tą "progresywnością" prog rocka jest coś nie tak. Wtedy przyjąłem dosyć powszechną narrację w środowiskach "alternatywnych", że rock progresywny to w istocie rock regresywny, bo z progresywnością niewiele ma wspólnego. Porzuciłem wówczas słuchanie prog rocka na rzeczy "progresywnej" muzyki alternatywnej. Wraz z upływem lat obraz rocka progresywnego jednak ewoluował u mnie a ziarno zasiane u zarania mojego zainteresowania muzyką spowodowało, że coraz częściej wracałem do tradycyjnych dźwięków "prog rocka". Zacząłem jednak używać na określnie takiej muzyki pojęcia "art rock". Oczywiście pod określeniem art rock może kryć się bardzo różnorodna muzyka, np. ta zahaczająca o awangardę rocka lub swego czasu rzeczywiście progresywny rock psychodeliczny. Ten rodzaj twórczości bywał przecież inspiracją dla muzyków punkowych, którzy pod koniec lat 70. porzucali punk na rzecz nowej fali - patrz inspiracje Johna Lydona. Ale może to być też ukochany np. przez Tomasza Beksińskiego tradycyjny prog rock (np. Procol Harum, Barckley James Harvest, ELP) i neoprog w rodzaju Marillion czy Pendragon. Ten rodzaj twórczości do dzisiaj nie jest poważany przez środowiska "alternatywne". Ale kto by się tym przejmował skoro to muzyka, która zachwyca swoim kunsztem wykonawczym? Dlatego lubię czasami zrobić sobie odskocznię od brzmień elektronicznych i synth popu włączając płytę "prog rockową". Najnowszą okazją do tego jest tegoroczny album brytyjskiej formacji Yes. Już samo to, że Yes działa z przerwami od niemal sześćdziesięciu lat robi niesamowite wrażenie. Wielu muzyków punkowych, którzy w latach 70. kontestowali rock progresywny od dawna wącha kwiatki od spodu a Yes trwa nadal. Wprawdzie z klasycznego składu pozostał jeden muzyk: Steve Howe, ale muzycznie nowa płyta brzmi jak najbardziej klasyczna wersja Yes z możliwych. Część muzyków klasycznego Yes - Chris Squire, Alan White - niestety również odeszła z tego świata. Jon Anderson, wieloletni wokalista grupy i jego wizytówka działa od kilkunastu lat solo poza formacją. A mimo wszystko "Aurora" brzmi jak stuprocentowy Yes. Obok Steve'a Howe'a w aktualnym składzie grupy jest Geoff Downes, który zaczynał jako klawiszowiec synthpopowego the Buggles a na początku lat 80. zaliczył epizod jako członek Yes. W obecnym wcieleniu grupy gra nieprzerwanie od 2011 roku. Na basie gra Billy Sherwood, który współpracował z Yes w drugiej połowie lata 90. a obecnie występuje z grupą od 2015 roku. Od 2012 roku wokalistą zespołu jest Jon Davison, którego największą zaletą jest to, że jego barwa głosu bardzo przypomina Jona Andersona. Najkrótszy stażem w formacji jest perkusista Jay Schellen, który oficjalnie dołączył do składu w 2023 roku po śmierci rok wcześniej Alana White'a. Schellen grywał już z Yes jako muzyk sesyjny i koncertowy od 2018 roku. Patrząc na obecny skład Yes mogłoby się wydawać, że grupa ma niewiele wspólnego z klasycznym Yes. A jednak powtórzę po raz kolejny, że moim zdaniem płyta "Aurora" to stuprocentowy Yes. Poza Stevem Howem łącznikiem z klasycznym Yes jest również szata graficzna albumu "Aurora", której współautorem jest Roger Dean, wieloletni autor okładek zespołu. Baśniowy obraz z charakterystycznym logo już na wstępie daje nadzieję, że usłyszymy dobrze znaną muzykę. Tak właśnie dzieje się już od utworu tytułowego otwierającego album. Najpierw słyszymy partie fortepianowe wzmocnione przestrzennymi orkiestracjami a następnie wchodzą charakterystyczne partie gitarowe Howe'a. W tle pobrzmiewają też motywy syntezatorowe grane przez Downesa. Gitara Howe'a maluje dźwięki od delikatnych poprzez mocniejsze rockowe riffy a kolejne nagrania zbudowane są wokół podobnego schematu. Barwa głosu Jona Davisona jest zbliżona do wokalu Andersona. To może być dla wielu najbardziej kontrowersyjne. Zatrudnianie muzyków, którzy brzmią jak byli członkowie formacji a nie jak oni sami to zabiegi charakterystyczne dla cover bandów. W przypadku Yes, jeśli dalej ma istnieć bez Andersona, nie widzę jednak innego rozwiązania. Przypadek Marillion pokazał, że zastąpienie charakterystycznego wokalisty innym o zupełnie innej barwie głosu, powoduje, że mamy w praktyce do czynienia z nowym zespołem. W przypadku Marillion nawet ci, którzy polubili nowe oblicze zespołu, przyznają, że Marillion z Fishem i Marillion z Hogarthem to dwie różne formacje. W sytuacji Yes nie ma już czasu na budowanie nowej marki a przyjęcie wokalisty śpiewającego podobnie do Andersona jest moim zdaniem optymalnym rozwiązanie. Benoît David, który był przez chwilę wokalista Yes po odejściu Andersona i przed Davisonem również brzmiał podobnie do Andersona. Kompozycje na płycie "Aurora" są średnio długie. Najobszerniejszym jest prawie czternastominutowy "Countermovement". Pozostałe trwają od czterech do maksymalnie siedmiu minut. Choć żaden z utworów nie wyróżnia się szczególnie, to nie ma też tutaj nagrań, które odstają in minus. Płyta nie nuży, jeśli tylko masz nastrój na taki klasyczny prog rock. Yes gra według sprawdzonych wzorców i nawiązuje do swoich tradycyjnych środków wyrazu stworzonych w latach 70. Album wyprodukował lider Yes Steve Howe. Muzyka nie wytycza nowych ścieżek, ale jest spotkaniem z dobrze znanymi dźwiękami ułożonymi w nowych kompozycjach, które przynajmniej na chwilę przykuwają uwagę i wzbudzają zachwyt swoim pięknem. Warto posłuchać. [7.5/10] Andrzej Korasiewicz13.06.2026 r.













