Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Ladytron - Paradises

Ladytron - Paradises
2026 Nettwerk

1. I Believe In You 05:02
2. In Blood 04:56
3. Kingdom Undersea 04:46
4. I See Red 03:50
5. A Death in London 04:44
6. Secret Dreams of Thieves 04:13
7. Sing 03:51
8. Free, Free 06:00
9. Metaphysica 04:40
10. Caught in the Blink of an Eye 03:44
11. Evergreen 05:21
12. Ordinary Love 04:28
13. We Wrote Our Names in the Dust 05:09
14. Heatwaves 01:15
15. Solid Light 04:29
16. For a Life in London 05:03

Ladytron zaczynał na początku XXI wieku jako nowa grupa, która nawiązywała do synthpopowej, jak się wówczas wydawało, skamieliny lat 80. Wtedy muzyka syntezatorowa z lat 80. dopiero wracała do łask po "wyklęciu" jej w latach 90., gdy była pośmiewiskiem jako kicz i tandeta. Dla osobników takich jak ja, którzy wychowywali się w latach 80. i wtedy również wracali do swoich dawnych "idoli", muzyka Ladytron nie była jednak przekonywująca a jej związki z klasycznym, kraftwerkowym synth popem odległe. Pisałem o tym w recenzji poprzedniej płyty formacji pt. "Time's Arrow" (2023) [czytaj recenzję >>] . Ladytron był znacznie bardziej krzykliwy, dosadny, czasami wręcz agresywny ze swoją wersją muzyki elektronicznej, która próbowała dyskontować klasycznie synthpopowe wzorce. W mojej ocenie w niewielkim stopniu nawiązywał do klasycznego synth popu. To było raczej ślizganie się po nim na bazie nowej muzyki elektronicznej wywodzącej się z technoidalnej sceny lat 90. Z czasem Ladytron dokładał jednak inne elementy w swojej twórczości, trochę łagodniejąc a trochę rozmywając swoje brzmienie w duchu dream popu. Nie wiem czy dzięki temu, ale wraz z upływem lat coraz bardziej przekonywałem się zarówno do początków działalności Ladytron, jak i podobały mi się nowsze płyty zespołu. Najnowsza propozycja Brytyjczyków jest kolejnym krokiem w stronę brzmień łagodniejszych, ładniejszych, ale przy tym nie tracących nic ze swojego elektronicznego charakteru.

Na "Paradises" brakuje wyrazistych riffów syntezatorowych, chwytliwych refrenów czy bardzo intensywnych rytmów. Ladytron prezentuje brzmienie jeszcze bardziej zwiewne i łagodne, ale to nie znaczy, że nie ma tutaj na czym zawiesić ucha a płyta jest tylko muzyczną tapetą, choć i takie funkcje może spełniać. Mimo tego, że na "Paradises" znajdziemy aż szesnaście utworów, które trwają ponad siedemdziesiąt minut to nie wieje tu nudą. 

Wszystko zaczyna się od dynamicznego "I Believe In You", który był pierwszym singlem promującym album zaprezentowanym jeszcze we wrześniu 2025 roku. Mnie od początku bardziej przypadł do gustu drugi singiel pt. "I See Red", w którym słychać rozedrgane partie klawiszowe ubarwiające szybkie tempo i wyrazisty bit elektroniczny. Delikatny, ale zdecydowany śpiew Helen Marnie, szczególnie w refrenie, podkreśla przebojowy charakter kompozycji. Według mnie to bardzo "ejtisowy", kraftwerkowy a przy tym romantyczny numer, który jest moją ulubioną kompozycją na płycie. "A Death in London" to piąty singiel wydany już w lutym 2026 roku, który ma pulsujący bas syntezatorowy a także syntetyczne partie smyczkowe, które podkreślają szlachetny charakter kompozycji, mimo dosadnego, mocnego, technoidalne bitu. Nad kompozycją unosi się również specyficzna mgiełka tajemniczości, która zresztą często powraca na płycie. Partia saksofonu, którą również słychać w "A Death in London", czy w kończącym album "For a Life in London", podkreśla bogactwo brzmienia zaprezentowane przez Ladytron. Podoba mi się również utwór numer dziewięć pt. "Metaphysica". Transowa, elektroniczna rytmika wprowadza mnie w swoiste odrętwienie, którą podtrzymuje niemal szeptany śpiew Helen Marnie. Trzeci na płycie "Kingdom Undersea", który był zarazem trzecim singlem zapowiadającym album jest znacznie bardziej zwyczajny, moim zdaniem mało przebojowy, co nie znaczy zły. To przyjemna kompozycja oparta na powtarzanych akordach fortepianowych, które pełnią funkcje rytmiczne w o wiele wyraźniejszy sposób niż elektroniczny bit.

Czwartym singlem wydanym w grudniu 2025 roku okazał się "Caught in the Blink of an Eye", który na płycie znajduje się pod numerem dziesięć. Mocny, dynamiczny bit eklektroniczny i delikatny, ale zdecydowany śpiew Helen Marnie definiują to nagranie. Kompozycja płynie bez żadnych zwrotów rytmicznych i przejść oraz bez chwytliwego refrenu. Pod numerem jedenastym znajduje się szósty singiel pt. "Evergreen" wydany 20 marca tego roku, czyli w dniu premiery "Paradises". Według mnie utwór jest przyjemny, ale również pozbawiony wyraźnych cech przebojowości, a tego przecież należałoby spodziewać się po singlu. Najnowszym, siódmym już singlem wydanym pierwszego maja tego roku jest "Sing". Choć nie należy do moich faworytów na płycie, bo brzmi banalnie i schematycznie, to nie można odmówić mu przynajmniej tego, że ma chwytliwy refren. 

Pozostałe nagrania wpisują się w zwiewną, melancholijną, ale mimo wszystko optymistyczną muzykę zaprezentowaną na "Paradises". Nie ma tutaj słabych punktów, ale nie ma też wyraźnie wybijających się kompozycji. W przypadku tego wydawnictwa to nie jest jednak zarzut. "Paradises" przyciąga swoim nastrojem i skupiającym uwagę połączeniem pięknych melodii, aury tajemniczości oraz pulsującej elektroniki tworząc zwartą całość. Jeśli ktoś szuka prostych i szybkich hitów, nie znajdzie ich tutaj, ale jeśli chce zanurzyć się w delikatne, płynące dźwięki elektroniczne, czasami taneczne a przy tym nie pozbawione nutki zadumy, to najnowszy album Ladytron idealnie spełnia te kryteria. [8/10]

Andrzej Korasiewicz
06.05.2026 r.

Postaw mi kawę na buycoffee.to