
Jean Michel Jarre - Oxygène1976 Les Disques Motors 1. Oxygène (Part I) 7:402. Oxygène (Part II) 8:203. Oxygène (Part III) 2:504. Oxygène (Part IV) 3:505. Oxygène (Part V) 11:106. Oxygène (Part VI) 5:55 "Oxygène" Jeana Michela Jarre to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej sprzedających się albumów w historii muzyki elektronicznej. Odniósł sukces globalny. Jaka była jego geneza? W 1968 roku, posiadając już klasyczne wykształcenie muzyczne i doświadczenie z występów w rockowych zespołach studenckich oraz jazzowych w klubach paryskich, Jarre trafił jako student‑stażysta do Groupe de Recherches Musicales kierowanej przez Pierre’a Schaeffera i Pierre’a Henry. Uczył się tam pracy na taśmach, poznawał filtry, modulatory, manipulacje prędkością, eksperymentował z dźwiękiem i pomagał przy różnego rodzaju projektach. Pod koniec 1969 roku kupił pierwszy własny przenośny syntezator EMS VCS3, jedyny na który wtedy było go stać. Słynął z tego, że nie trzymał stroju, co dla Jarre'a było jednak zaletą. Głównie dzięki temu instrumentowi i warsztatowi wyniesionemu z GRM stworzył w 1971 roku swój pierwszy duży projekt, czyli muzykę do baletu współczesnego AOR wystawianego w Operze Paryskiej. Brzmieniowo temu dziełu bliżej było do muzyki konkretnej tworzonej w GRM niż do późniejszego Jarre'a. W tym samym roku wydał swój pierwszy singiel „La cage”/ „Erosmachine”, a dwa lata później dwie pierwsze płyty długogrające „Deserted Palace” i „Les Granges Brûlées”. Pierwsza z nich to płyta użytkowa, stworzona jako katalog mini‑utworów dla producentów telewizyjnych, twórców reklam, filmowców i montażystów. Druga to soundtrack do filmu Jeana Chapota o tym samym tytule. W 1974 roku Jarre zakończył współpracę z przeintelektualizowanym GRM i zaczął tworzyć szkice na płytę „Oxygène”. W następnym roku do swojego portfolio mógł już wpisać to, że był kompozytorem, producentem i aranżerem dwóch ballad w wykonaniu Françoise Hardy wydanych na jednym singlu. Pisał także teksty piosenek dla innych wykonawców. Tworzył muzykę użytkową do reklam i jingli radiowych i telewizyjnych, a także malował obrazy. Dzięki tym zleceniom Jarre zbudował swoje domowe studio i kupił następne instrumenty elektroniczne. W tym czasie we Francji nikt nie tworzył podobnej muzyki, jaka miała pojawić się na „Oxygène”. Bardzo popularne nad Sekwaną były niemieckie zespoły: Kraftwerk i Tangerine Dream. Z kolei artystą, który potrafił łączyć elektroniczne instrumentarium z melodią i emocjami był tworzący do 1975 roku w Paryżu Grek Vangelis O. Papathanassiou, który rozstał się z zespołem Aphrodite’s Child. Myślę tutaj o ścieżce dźwiękowej do filmu przyrodniczego „L'Apocalypse des animaux” (1973). Jarre nie przejął oczywiście jego oryginalnego stylu, ale być może dzięki niemu upewnił się w swoim wyborze artystycznej drogi. Od stycznia do marca następnego roku trwały intensywne nagrania sześcioczęściowej suity, bo tak wykrystalizowała się koncepcja albumu. Jarre pracował bez profesjonalnego studia, bez inżyniera dźwięku, bez producenta. Muzykę nagrywał na sprzęcie ustawionym w kuchni. Cichym współpracownikiem był Michel Geiss, który konfigurował, naprawiał i modyfikował instrumentarium oraz pomagał przy tworzeniu efektów. Płyta została nagrana na dwóch Revoxach A77, metodą ręcznego overdubbingu. Wiosną i latem 1976 roku rozpoznawalny już w branży muzycznej Jarre próbował bez skutku zainteresować swoim dziełem wytwórnie płytowe. Pomysłu na okładkę jeszcze wtedy nie było. Dopiero, kiedy przypadkiem zobaczył obraz Michela Grangera „La Terre en Peau” obaj artyści uznali, że pasuje do muzyki jak ręka do rękawiczki. Niezwykle charakterystyczna okładka wyrażała idee kruchości planety Ziemia i „organicznego kosmosu”. Na własne ryzyko „Oxygène” postanowił wydać dopiero Francis Dreyfus, producent muzyczny i właściciel wytwórni „Les Disques Motors”. Przed wydaniem, muzyka została też profesjonalnie zmiksowana w należącym do Dreyfusa Gang Studio w Paryży. Trwało to od sierpnia do listopada 1976 roku a procesem kierował Jean‑Pierre Janiaud. Płyta ukazała się prawdopodobnie 5 grudnia 1976 roku jedynie we Francji i początkowo promowana była tylko w sklepach ze sprzętem audio oraz klubach poza oficjalnymi kanałami dystrybucji. Wszystko zmieniło się, kiedy na początku 1977 roku ukazał się pierwszy singiel z płyty „Oxygène (Part IV)”. Utwór uczynił Jarre'a międzynarodową gwiazdą. W kwietniu 1977 roku nagranie dotarło do czwartego miejsca UK Singles Chart, mimo że było utworem czysto popowym. W rozgłośniach radiowych sprawdził się jednak jego kosmiczny, futurystyczny klimat. Album "Oxygene" zaczął być wtedy również dystrybuowany poza Francją przez wytwórnię Polydor. „Oxygène part I” to w rzeczywistości utwór dwuczęściowy. Otwierają go charakterystyczne smyczkowe brzmienia Eminenta 310 i zaraz po nich powoli narastające akordy pozostałych instrumentów tworzące wrażenie kosmicznej mgławicy. Pojawia się melodia o „piłowej” barwie, która prowadzi słuchacza przez tę przestrzeń. W drugiej połowie „Oxygène Part I” pojawia się jasny, triumfalny motyw, grany na syntezatorze o barwie przypominającej „elektroniczne trąby”. Pod względem dramaturgii, efektu „rozświetlenia” brzmienia druga część „Oxygène Part I” ma atmosferę zbliżoną do fragmentu „Wschód Słońca” poematu symfonicznego „Also sprach Zarathustra” Richarda Straussa. W drugiej części suity „Oxygène” pojawia się po raz pierwszy rytm zaprogramowany na prymitywnym automacie perkusyjnym Korg Mini Pops 7, melodia staje się bardziej intensywna, a w tle słychać efekt podobny do „laserowych strzałów”, nadających muzyce dynamiki. Był to pierwszy utwór skomponowany na płytę. Autor dokonał tego za pomocą swojego Mellotronu, w którym nie działała część klawiszy. Warto zwrócić uwagę na to, że linia basu i wszystkie sekwencje w tym utworze są zagrane ręcznie. Miało to stanowić reakcję na „zrobotyzowaną” twórczość niemieckich grup Kraftwerk i Tangerine Dream i nadanie muzyce elektronicznej humanistycznego charakteru. Powolny, nacechowany dramatyzmem „Oxygène Part III”, według Jarre, zainspirowany został filmem Stanleya Kubricka „2001. Odyseja kosmiczna” z 1968 roku. Kompozycja oddaje puls, kinetykę i rytm przestrzeni kosmicznej, które Jarre dostrzegł w tym arcydziele dużego ekranu. Drugą stronę płyty otwiera „flagowiec” albumu, czyli „Oxygène Part IV”. Po nieco mrocznym i ciężkim „Oxygène Part III” utwór miał wpuścić trochę światła i powietrza do dzieła Jarre'a. Jego początkiem była prosta melodia zagrana na syntezatorze EMS VCS3, która pierwotnie stanowiła podkład muzyczny materiału promującego przedłużenie jednej z francuskich autostrad. Melodia miała wyrażać spoglądanie w horyzont podczas jazdy samochodem, widzenie „daleko przed sobą”. Na płycie pomysł został rozwinięty, ale nikt, łącznie z autorem, nie spodziewał się, że odniesie tak duży sukces komercyjny. W ciągu pięćdziesięciu lat powstała ogromna liczba coverów i interpretacji tego standardu. W Polsce między innymi wykonuje go na fortepianie Leszek Możdżer. „Oxygène Part V”, liczący sobie ponad dziesięć minut, dzieli się na dwie części. Pierwsza statyczna, chłodna, ambientowa, bez pulsacji, jakby w zawieszonym czasie z linią melodyczną o dzwonkowych brzmieniach, najpierw delikatnych, potem coraz głośniejszych. W drugiej pojawia się sekwencyjny pattern, na tle którego pojawia się orientalizująca melodia z własnym mikro‑patternem. Kojarzy mi się to z dziwnie szybką podróżą przez piaszczystą pustynię do brzegu morza, którego odgłosy pojawiają się na końcu utworu. Towarzyszą one także całej ostatniej, części suity. Poważna, melancholijna melodia jakby unosi się na morskich falach przy dyskretnym rytmie powstałym z połączenia presetów „Rumba” i „Bossa Nova” w automacie perkusyjnym Korga. Album „Oxygène” stanowił udaną próbę zintegrowania elementów „musique concrète”, ambientu i popowej melodii, udowodnienia, że eksperymentalne techniki mogą współistnieć z chwytliwymi motywami. Ograniczenia sprzętowe wymusiły na jego autorze bardzo kreatywne użycie barwy, sekwencji i przestrzeni. Ten sposób pracy stał się inspiracją i wzorem dla muzyków, którzy nie mieli dostępu do drogich studiów oraz instrumentów elektronicznych wielkości szafy. „Oxygène” nie tylko dał Jarre’owi sławę, ale uczynił go jednym z najważniejszych twórców muzyki elektronicznej na świecie. Album był przełomem artystycznym, technologicznym i komercyjnym, a jego sukces zdefiniował całą dalszą karierę Jarre. Moja ocena: [10/10]. Krzysztof Moskal16.07.2026 r.













