
Anne Clark - Pressure Points 1985 10 Records 1. Heaven 3:552. Red Sands 3:173. Alarm Call 3:574. Tide 2:295. The Interruption 2:356. The Power Game 3:077. World Without Warning 4:018. Bursting 4:159. Lovers Retreat 3:41 Anne Clark to artystka, która przedstawiana jest jako "angielska poetka" i autorka tekstów. Od końca lat 70. związała się z punkową i alternatywną bohemą Londynu. W 1982 roku wydała debiutancki album pt. "The Sitting Room". W 1984 roku udało jej się nawet wylansować singiel "Our Darkness", pochodzący z trzeciej płyty "Joined Up Writing", który dotarł do 24. miejsca niemieckiej lity przebojów. Artystka do dzisiaj wydaje płyty a w XXI wieku współpracowała z wykonawcami sceny electro-industrialnej (Implant, Leæther Strip). Niestety, nie należę do miłośników jej talentu. Poezji Clark nie znam a płyty, które wydaje, nie przemawiają do mnie w całości. Choć muzycznie jej twórczość jest z "mojej bajki", to wszystko według mnie przekreśla brak śpiewu i melorecytacja tekstów. Gdyby to był zabieg tylko w niektórych utworach, to byłbym w stanie to zaakceptować, ale w przypadku Clark tak wygląda każdy jej album. Z pewnością przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że najważniejsze w jej twórczości, również muzycznej, jest liryka. Niestety, ale nie jest to zgodne z moją wizją muzyki, w której najważniejsza jest sama muzyka, a śpiew jest jej integralnym elementem. Najczęściej do tekstów w szeroko rozumianej muzyce "rozrywkowej" nie przywiązuję większej wagi, traktując głos jak rodzaj instrumentu. Oczywiście, gdy teksty są bezdennie głupie, to ciężej słucha się również samej muzyki. Mimo wszystko nawet w tym przypadku, gdy muzyka jest tego warta a sam śpiew jest interesujący, to skupiam się na muzyce, pomijając jej "warstwę liryczną". Nie twierdzę, że liryka w muzyce nie ma dla mnie zupełnie żadnego znaczenia, bo miło jest słyszeć tekst, który traktuje o czymś ważnym i dobrze koresponduje z muzyką. Ale nie jest to dla mnie priorytetem. W przeciwieństwie do śpiewu. W muzyce chcę słyszeć śpiew, chyba że mamy do czynienia z muzyką instrumentalną. Z tego powodu nie przepadam również za twórczością np. Laurie Anderson, alergicznie reaguję na "Świetliki" a, rozszerzając temat, nie lubię też rapu. Po tym dłuższym wstępie, w którym przedstawiam swój punkt widzenia na melorecytację w muzyce, kilka słów wyjaśnienia z jakiego powodu przypominam o płycie Anne Clark. Przyczyna jest tak naprawdę jedna. "Pressure Points", czwarty album w dyskografii Clark, interesuje mnie dlatego, że jestem sympatykiem talentu Johna Foxxa. Pierwszy lider Ultravox nie tylko niemal w całości, poza jednym utworem, wyprodukował płytę, ale jest również autorem muzyki na pierwszej stronie wydawnictwa. Album został również nagrany w studiu Johna Foxxa "The Garden". Utwory od "Heaven" do "The Interruption", który zamyka stronę A wydania winylowego, to właśnie nagrania skomponowane przez Johna Foxxa z tekstami Anne Clark. Muzyka nie odbiega od ówczesnej drogi, którą podążał Foxx. Rok 1985 to czas, gdy Foxx wydał swoją ostatnią płytę w latach 80. "In Mysterious Ways". Po niej wycofał się ze świata muzycznego, wracając do niego dopiero w latach 90. Kompozycje Foxxa na "Pressure Points" są bardziej dynamiczne niż te, które znalazły się na "In Mysterious Ways". Na "In Mysterious Ways" Foxx był w rozdarciu między bardziej lirycznym, "ambientowym" podejściem do muzyki, którego źródłem była kompozycja "The Garden" a dynamiczniejszym synth popem wywodzącym się od mechanicznego "Metamatic". Rozwinięcie tego pierwszego stylu będzie w późniejszym okresie cykl "Cathedral Oceans" a drugiego, technoidalna współpraca z Gordonem a współcześnie z Benge jako John Foxx and the Maths. Kompozycje Foxxa, które znalazły się na "Pressure Points" nie są czymś porywającym, choć miłośnik stylowych "ejtisów" z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. Na płycie nie mamy do czynienia z żadnymi wirtualnymi stacjami naśladującymi brzmienia syntezatorów i elektronikę z epoki, ale słychać prawdziwe brzmienie tamtych czasów. Rozpoczynający album, singlowy, dynamiczny "Heaven" miałby szansę stać się skromnym przebojem, gdyby nie męcząca maniera wokalna Clark. Pulsujący, syntetyczny bas, miarowy, prący do przodu beat, przestrzenne partie klawiszowe, urozmaicające przejścia stanowią o sile tego utworu. Jeszcze bardziej energiczny jest "Red Sands". W tym przypadku melorecytacja Clark stanowi nawet ciekawy kontrast do pędzącego rytmu. "Alarm Call" zaczyna się od syntetycznych smyków, a cała formuła kompozycji jest spokojniejsza i bardziej liryczna. Intonacja Anne Clark dobrze wpasowuje się w nastrój budowany przez Foxxa. "Tide" jest również bardziej nastrojowy i delikatniejszy, ale przez to że poprzedni utwór utrzymany był w podobnym tempie, to odczuwam przesyt "melorecytacją". Mimo wszystko liryka wypowiadana przez Clark pasuje do aranżacji Foxxa. "The Interruption" jest podniosły i hymniczny. Głos Clark ponownie dobrze współbrzmi z muzyką Foxxa a pogłosy zastosowane do jej melorecytacji urozmaicają kompozycję. Na stronie "B" są tylko cztery kompozycje. Rozpoczyna się od "The Power Game", który jest jedynym utworem na płycie, z którym Foxx nie miał nic wspólnego. To ponownie nagrana kompozycja wydana już na wcześniejszym albumie Anne Clark. Współautorem nagrania jest David Harrow a wyprodukowała go sama Clark. Utwór oparty jest o podniosłe aranżacje smyczkowe i dramatycznie wypowiadany tekst. Nagranie robi naprawdę dobre wrażenie i jest jednym z ciekawszych na albumie. Zamykające płytę utwory: "World Without Warning", "Bursting", "Lovers Retreat" napisane zostały przez: Anne Clark, Jima Manraya i Stevena Kilbourne'a a wyprodukował je John Foxx. Kompozycje bardzo dobrze współgrają z pierwszą stroną płyty, która jest mimo mojego krytycznego podejścia do formuły muzycznej Anne Clark, interesującą propozycją. Wolałbym, żeby było tutaj choć trochę śpiewu, ale mimo tych niedogodności, z punktu widzenia sympatyka syntezatorowych i elektronicznych brzmień lat 80., warto sięgnąć po album. [7/10] Andrzej Korasiewicz07.08.2026 r.













