
Kirlian Camera - Black Summer Choirs
2013 Out Of Line
1. Silencing The World 4:24
2. Black August 4:17
3. Final Interview 1 0:53
4. Heavens 4:38
5. The Fountain Of Clouds 3:41
6. Final Interview 2 0:32
7. مادة مظلمة (Materia Oscura) 4:52
8. Final Interview 3 1:15
9. Farewell Road 3:28
10. My Kids Kill 5:29
11. Words 3:54
12. Final Interview 4 1:16
13. Barren Cornfields 4:46
14. Stranger In An Abandoned Station 4:04
Wydana 17 czerwca 2013 roku płyta pt. „Black Summer Choirs” to następne dzieło zespołu po „Nightglory” nagrane dla wytwórni Out Of Line. Tym razem Kirlian Camera powróciło do współpracy z Johnem Freyerem, który w 1988 r. współtworzył z zespołem płytę „Eclipse (Das Schwarze Denkmal)”. Fryer jako inżynier dźwięku lub producent współpracował m.in. z takimi artystami jak: Fad Gadget, Depeche Mode, Yazoo, Cocteau Twins, This Mortail Coil i Clan of Xymox. Teraz miał zająć się miksowaniem muzyki a Elena Alice Fossi jej produkcją. Płyta „Black Summer Choirs” została nagrana w Parmie, Piombino, Berlinie i Oslo.
Otwierający płytę „Silencing The World” zagrany w bardzo wolnym rytmie z dominującymi partiami elektronicznych smyczków wprowadza klimat nieuchronności i melancholii. Wokal Fossi czasem intymny, a niekiedy jak głos „z innego wymiaru” zapowiada w nim apokaliptyczną wyprawę. W „Black August” tempo trochę przyśpiesza, a melodia staje się bardziej wyrazista. W gruncie rzeczy jednak piosenka ta jest dość bliska pierwszej pod względem użytych środków. W tekście autorstwa Fossi słyszymy wyznanie człowieka miotającego się w rozpaczy, bo uległ szatanowi. Pomiędzy utworem drugim a trzecim pojawia się pierwszy raz „Final Interview”, czytany przez Lloyda Jamesa na niepokojącym tle dźwiękowym. Lektor w imieniu anonimowej grupy osób (?) mówi, co zamierza zrobić ze światem, a jest to coś kojarzącego się z oczyszczającą zagładą. Płyta zawiera łącznie cztery takie „Ostateczne wywiady” stanowiące łączniki pomiędzy niektórymi utworami nadające jej spójną koncepcję. Czwarta na płycie „Heavens" w stylu electro-house zawiera w całym materiale na płycie najwięcej energii i przebojowego potencjału. Charakteryzuje się intensywnie wykorzystanym efektem side-chainingu, modnym w tym czasie w muzyce klubowej. Kolejna ballada „The Fountain Of Clouds” znów obniża tempo dzięki dyskretnemu akompaniamentowi instrumentów klawiszowych i wiolonczeli w wykonaniu Alessio Rubensa Richarda. Począwszy od niej coraz częściej pobrzmiewa na płycie acoustic darkwave. Powiedziałbym też, że „The Fountain Of Clouds” wyróżnia się o jeden ton mniej pesymistycznym tekstem.
Tytuł siódmego utworu z języka arabskiego to „Ciemna materia”. Stanowi on zaskakujące połączenie muzyki europejskiej i arabskiej. Brak struktury typowej piosenki, melizmatyczne prowadzenie melodii wokalnej i bliskowschodnie motywy przy europejskim rytmie są czymś wyjątkowym w twórczości zespołu. Pamiętać jednak trzeba, że znakiem rozpoznawczym Kirlian Camera była od dawna umiejętność zaskakiwania i pozostawania jednocześnie sobą. Spokojna ballada „Farewell Road", zaaranżowana z gitarą akustyczną (Kyoo Nam Rossi) i dyskretnym elektronicznym tłem, ponownie przynosi wytchnienie od apokaliptycznych eksploracji i stanowi jeden z jaśniejszych punktów na płycie. Dziesiąty utwór pt. „My Kids Kill” zaczyna się tak samo ciepło i melodyjnie jak poprzedni, ale po krótkim czasie wraz z pojawiającym się rytmem nabiera mroku i dramatyzmu. Odświeżający swoją innością „Words” to najbardziej wyraźny przejaw acoustic darkwave na tym albumie, kojarzony czasem z neofolkiem. Autorem piosenki jest Ralf Jesek, połowa duetu In My Rosary, który udziela się tutaj zarówno instrumentalnie, jak i wokalnie razem z Eleną Fossi. Klimat melancholii i wyciszenia powraca w balladzie „Barren Cornfields”. Płytę zamyka instrumentalny, bliski neoklasycyzmowi utwór „Stranger In An Abandoned Station”, jakby ukazujący scenerię zniszczonego świata. Kojarzy się on z innym projektem Bergamini i Fossi o ówczesnej nazwie Stalingrad Valkyrie.
Płytę „Black Summer Choirs” spotkały mieszane opinie, z przewagą tych pozytywnych. Niektórzy narzekali na brak bardziej energetycznych utworów i nadmiar ballad. Inni natomiast przekonywali, że to doskonała fuzja kruchego napięcia, melancholijnego mroku, wspaniałych momentów popowych, filmowych pejzaży dźwiękowych i potężnej elektroniki. Płyta jest udana i dopracowana, miejscami porusza, ale można odnieść wrażenie, że tą drogą Bergamini i Fossi doszli już do końca. Moja ocena: [8/10].
Krzysztof Moskal
25.01.2026 r.