
Kate Bush - The Red Shoes
1993 EMI
1. Rubberband Girl 4:45
2. And So Is Love 4:18
3. Eat The Music 5:11
4. Moments Of Pleasure 5:18
5. The Song Of Solomon 4:29
6. Lily 3:53
7. The Red Shoes 4:03
8. Top Of The City 4:15
9. Constellation Of The Heart 4:47
10. Big Stripey Lie 3:33
11. Why Should I Love You? 5:02
12. You're The One 5:53
Płyta "The Red Shoes" ukazała się w czasie, gdy kompletnie nie interesowała mnie muzyka pop a Kate Bush wydawała się artystką staromodną. Singiel "Rubberband Girl", który wtedy usłyszałem był mi całkowicie obojętny, a cały album przesłuchałem z dużym trudem. Rok 1993 to był początek moich studiów, czas gdy muzycznie królował grunge, wdzierała się w przestrzeń muzyka techno i pierwsze szańce w Polsce zdobywał rap. Kate Bush na tym tle wydawała się zjawiskiem z innej epoki, które nie pasuje do istniejącej rzeczywistości. A ja przecież chciałem być "na czasie". "Nową" Kate Bush była dla mnie wtedy Björk. Muzykę Bush przestałem rozumieć. A jednak po latach to właśnie do niej jest mi znacznie bliżej niż do tego, co wtedy królowało w przestrzeni medialnej jako "muzyka przyszłości".
"The Red Shoes" jest albumem zaskakująco pięknym i dobrym. Jak to możliwe, że wtedy tego nie słyszałem? To kolejny przyczynek do dyskusji na temat tego jak perspektywa słuchacza wpływa na odbiór muzyki. Czy muzyka, a nawet ogólnie sztuka, jest obiektywnie dobra lub zła? Na pewno można wyróżnić cechy, które wpływają na jej ocenę. Ale ostatecznie i tak najważniejsze jest to jak sztukę dźwięku odbiera sam słuchacz. A to zależy od perspektywy, jaką w danej chwili przyjmuje, najczęściej zresztą nieświadomie. Ta z kolei zależy od wrażliwości, doświadczenia życiowego, emocji, a nawet chwilowego nastroju. Czynników na pewno jest więcej. Ale to właśnie z tego powodu ta sama muzyka po latach może być przez tego samego słuchacza odebrana zupełnie inaczej. Na pewno tak jest w moim przypadku z płytą "The Red Shoes", która wówczas wydała mi się kolokwialnie pisząc "nudna", a dzisiaj jestem nią zachwycony.
Dla Kate Bush nagrywanie "The Red Shoes" nie było łatwe. Artystka przeżywała żałobę po stracie matki, Hannah, która zmarła w 1992 roku oraz po śmierci swojego gitarzysty, Alana Murphy'ego. W tym czasie zakończył się również długotrwały związek Bush z basistą Delem Palmerem, chociaż para kontynuowała współpracę na niwie muzycznej. Te wszystkie czynniki spowodowały, że Kate Bush stała się bardziej refleksyjna a to znalazło odzwierciedlenie w muzyce. Chociaż album został nagrany cyfrowo, to artystka chciała na nim uzyskać bardziej organiczne, akustyczne brzmienie przy zastosowaniu mniejszej ilości ingerencji elementów produkcyjnych. W efekcie "The Red Shoes" brzmi bardziej pop rockowo, mniej elektronicznie.
W nagrywaniu płyty wzięła udział cała paleta wybitnych muzyków. W utworze "Why Should I Love You?" zaśpiewał i zagrał Prince. W "And So Is Love" słychać gitarę Erica Claptona. W sesjach nagraniowych uczestniczyli również Gary Brooker (Procol Harum ) i Jeff Beck. Podobnie jak na "The Sensual World" w kilku nagraniach wystąpiło Trio Bulgarka. Za aranżacje orkiestrowe odpowiadał Michael Kamen. Na skrzypcach zagrał również Nigel Kennedy. Czy to wszystko przełożyło się na wysoką jakość płyty?
Album rozpoczyna singlowy, przebojowy "Rubberband Girl", który wspiął się na dwunaste miejsce brytyjskiej listy singli. "And So Is Love" jest spokojniejszy, bardziej refleksyjny, balladowy a jedynego pazura dodaje mu łkająca gdzieniegdzie gitara Claptona. To bardzo piękna kompozycja, w której dramatyczny śpiew Kate Bush wzrusza i chwyta za trzewia. Po nim następuje zupełnie "z innej bajki" kolejny singiel "Eat The Music". Ten beztroski, naiwny, o etnicznym zabarwieniu, utwór zupełnie nie koresponduje z nastrojem wywołanym przez "And So Is Love". Jak mówiła Kate Bush, "Eat The Music" zostało zainspirowane muzyką z Madagaskaru. Dzięki "Moments Of Pleasure" powracamy do muzyki bardziej serio. Nagranie zaczyna się od delikatnych, ale z każdą chwilą coraz bardziej żwawo granych partii fortepianu oraz orkiestrowego tła, które wraz z rozwojem nagrania także narastają. Na osnowie tej aranżacji słyszymy charakterystyczny śpiew Kate Bush o zmiennej intonacji. Kolejna kompozycja "The Song Of Solomon" opowiada o miłości i potrzebie bliskości oraz pożądaniu. Na pierwszym planie jest tu śpiew Bush, który dominuje nad subtelną instrumentacją.
W "Lily" wyraźniejszy jest pulsujący rytm, który nadaje nagraniu wręcz tanecznego charakteru. W tytułowym "The Red Shoes" również obecny jest rytm, ale wraz z całą aranżacją nabiera on charakteru niemal rytualnego. W "Top Of The City" tempo zwalnia a Kate Bush obraca się wokół klasycznego pop rocka, w którym dominują charakterystyczne dla niej środki wyrazu: fortepian i śpiew o zmiennej intonacji. "Constellation Of The Heart" ponownie nabiera cech bardziej tanecznych, śpiew jest płynniejszy i bardziej słyszalne są również partie gitary basowe, mimo że pozostają w tle. Aranżacja jest bogatsza niż w niektórych wcześniejszych nagraniach. Słychać organy Hammonda, na których gra Gary Brooker a także rytmiczną grę gitary Danny McIntosha. "Big Stripey Lie" jest bardziej zadziorny, słychać tutaj elektroniczne bity, dziwne przesterowane dźwięki, może gitary, czasami nabierające cech przemysłowo-industrialnych, ale także skrzypce Nigel Kennedy'ego. W "Why Should I Love You?" udziela się Prince, który również współaranżował nagranie. Słychać delikatnie jego gitarę, gra też tutaj na klawiszach, ale przede wszystkim można rozpoznać jego charakterystyczny głos robiący za chórek. Album zamyka dostojny "You're The One".
Moim zdaniem płyta z każdym kolejnym utworem nabiera rumieńców. Na pewno tak dzieje się od kompozycji "Moments Of Pleasure" a od "Lily" album staje się jeszcze bardziej ciekawy, urozmaicony, różnorodny, czasami zaskakujący. "The Red Shoes" to nie jest powszechnie szanowane dzieło Kate Bush. Wręcz przeciwnie. Gdy płyta ukazała się wielu ją krytykowało. Również dzisiaj nie wszyscy się nią zachwycają. Sama Kate Bush nie była zadowolona z brzmienia płyty. Dlatego w 2011 roku wydała album "Director's Cut", na którym znalazły się nowe wersje siedmiu nagrań z "The Red Shoes" (a także kilku z "The Sensual World" [czytaj recenzję >>] ). W tym samym roku wydała także zremasterowaną wersję "The Red Shoes" korzystając z analogowej taśmy, która powstała w 1993 roku. Ale mnie "The Red Shoes" zwyczajnie spodobało się po trzydziestu latach. Kiedyś również nie przepadałem za płytą, pomijałem ją, jako średnią. Gdy jednak wsłuchałem się bliżej w poszczególne kompozycje okazało się, że to kawał świetnej muzyki. Składając ją w całość, "The Red Shoes" okazuje się albumem zaskakująco ciekawym i nie ustępującym jej największym dokonaniom. To nadal taka Kate Bush, której muzykę kocham. [9/10]
Andrzej Korasiewicz
05.09.2026 r.
