
Yello - Stella
1985 Vertigo
1. Desire 3:47
2. Vicious Games 4:18
3. Oh Yeah 3:05
4. Desert Inn 3:30
5. Stalakdrama 2:57
6. Koladi-Ola 2:55
7. Domingo 4:30
8. Sometimes (Dr. Hirsch) 3:30
9. Let Me Cry 3:29
10. Ciel Ouvert 5:26
11. Angel No 3:05
Szwajcarska formacja Yello została założona w 1979 roku przez obsługującego m.in. instrumenty klawiszowe Borisa Blanka oraz Carlosa Peróna. Ten ostatni stworzył w drugiej połowie lat 70. studio Tranceonic w Zurychu, w którym razem z Blankiem eksperymentowali z dźwiękami przy użyciu m.in. taśm, ale i nowszych technik elektronicznych. To właśnie wówczas panowie wypracowali charakterystyczne dla Yello brzmienie. Brakowało im jednak wokalisty i poszukując go spotkali Dietera Meiera, który dołączył do grupy. Już w 1980 roku ukazał się debiutancki album Yello pt. "Solid Pleasure". Znalazła się na nim mieszanka eksperymentalnych dźwięków elektronicznych oraz nagrań, które ciążyły w stronę muzyki pop. Yello częściowo wpisywał się w nurt nowych zespołów syntezatorowych, które zaczęły wówczas powstawać jak "grzyby po deszczu". Ponieważ grupa była formacją szwajcarską, czyli znajdowała się nieco na uboczu geograficznym centrum takiej muzyki, jaką wówczas była Wielka Brytanii, nie było łatwo zostać zauważonym w Europie i na świecie. Ale i w samej Szwajcarii początkowo Yello nie odnosiło sukcesów. Muzyka Yello nie była bowiem nastawiona na osiągnięcia komercyjne i dla szeregowego słuchacza mogła brzmieć dziwnie. Single "Bostich" (1981), czy "Pinball Cha Cha" (1982) były w pewien sposób chwytliwe, ale przy tym dziwaczne. Głęboki, nosowy, często specyficznie frazowany wokal Meiera w połączeniu z elektronicznie generowanymi dźwiękami oraz motorycznym bitem automatu perkusyjnego były zaskakujące i ciekawe. Trudno było jednak oczekiwać po takiej muzyce wielkiej popularności. W rodzimej Szwajcarii zespół został dostrzeżony przez słuchaczy dopiero przy okazji trzeciej płyty pt. "You Gotta Say Yes to Another Excess" (1983), która została odnotowana na trzynastym miejscu listy najlepiej sprzedających albumów. Płyta zaistniała też na podobnych listach w Niemczech, Holandii, Szwecji a nawet na 65. miejscu w Wielkiej Brytanii. Ale do większej rozpoznawalności było jeszcze daleko.
W zdobyciu popularności na pewno pomógł singiel "I Love You" (1983), który trafił w kilku krajach na listy sprzedaży singli. Najlepiej poszło mu w Belgii, gdzie wspiął się na trzecie miejsce tamtejszej listy. Na horyzoncie zaczął majaczyć przełom komercyjny Szwajcarów. Tym nie był jednak zainteresowany członek założyciel grupy Carlos Perón, który odszedł z zespołu po wydaniu trzeciej płyty. Perón chciał kontynuować czysto eksperymentalną ścieżkę Yello. Pozostali członkowie grupy, choć nie zamierzali zbaczać nadmiernie z obranej wcześniej drogi, to nie wykluczali możliwości podbicia świata muzyki pop. W tym kierunku Yello szli na czwartej płycie pt. "Stella" (1985).
Moim pierwszym kontaktem z zespołem Yello był utwór "I Love You", który pojawił się w sierpniu 1983 roku na Liście Przebojów Programu Trzeciego. To świetny, jak na Yello dosyć konwencjonalny synth popowy utwór, ociekający elektroniką, m.in. samplami, którym z miejsca zachwyciłem się. Ale wtedy nie udało mi się dotrzeć do muzyki Yello w większej ilości. Wówczas nie wiedziałem, że jednym z dżingli listy był wycięty fragment innego utworu Yello pt. "She's Got a Gun", pochodzący z drugiej płyty "Claro Que Si" (1982). Na tamtym etapie znałem zatem dwa utwory Yello i polowałem na więcej, ale to "więcej" nastąpiło dopiero w 1985 roku. Usłyszałem wtedy nagranie "Vicious Games", prawdopodobnie na liście Trójki, bo to był drugi utwór Yello notowany na liście. Spodobał mi się jeszcze bardziej niż "I Love You" i do dzisiaj nie rozumiem jak to możliwe, że nie stał się dużym przebojem na liście, osiągając zaledwie trzydzieste drugie miejsce.
Singiel "Vicious Games" znacznie lepiej poradził sobie w innych krajach europejskich. W Szwajcarii osiągnął piąte miejsce listy najlepiej sprzedających się singli a w Niemczech piętnaste. Utwór zaistniał również na listach w Austrii, Belgii, Holandii a nawet na liście tanecznych singli amerykańskiego Billboardu. Kompozycja znalazła się na wydanej w styczniu 1985 roku płycie "Stella", która po raz pierwszy osiągnęła szczyt szwajcarskiej listy najlepiej sprzedających się albumów. Płyta dobrze sprzedawała się również w Niemczech, gdzie osiągnęła szóste miejsce tamtejszej listy sprzedaży albumów. "Stella" była też pierwszym albumem Yello, do którego udało mi się dotrzeć i usłyszeć go w całości. Choć na tle wcześniejszych płyt Yello była pozycją bardziej popową, to dla mojego ówczesnego mocno "popowego ucha" i tak dźwięki, które usłyszałem na "Stelli" znacznie odbiegały od znanych mi wówczas standardów. Mimo że z grupy odszedł pryncypialny Perón, to Yello pozostało sobą i nie zamierzało całkiem rezygnować ze swojej charakterystycznej, lekko eksperymentalnej muzyki.
Nagrania do płyty "Stella" odbywały się od połowy 1983 do połowy 1984 roku w studiu Yello nad brzegiem Jeziora Zuryskiego. W tamtym czasie Blank kupił nowe syntezatory: Yamahę DX7 i Rolanda JX-3P, ale album został stworzony głównie z wykorzystaniem sprzętu, który już posiadał, m.in.: rozbudowanego syntezatora z funkcją samplera Fairlight CMI Series II, syntezatora ARP Odyssey oraz automatów perkusyjnych Linn LM-1 i Oberheim DMX. Nowoczesną elektronikę słychać było już na poprzednich płytach, ale na albumie "Stella" jest ona bardziej "wypolerowana", dzięki czemu zyskuje specyficznego, popowego "błysku". Być może właśnie dlatego album stał się bardziej przystępny i komercyjnie atrakcyjny, choć do popularności, która przyszła w 1988 roku wraz z singlem "The Race" jeszcze trochę brakowało. Wielkim krokiem w tę stronę był utwór "Oh Yeah", który dzięki wykorzystaniu go w 1986 roku w filmie "Dzień wolny Ferrisa Buellera" a następnie rok później "Tajemnica mojego sukcesu" przyniósł Yello rozpoznawalność. Nagranie zresztą w przyszłości było jeszcze wiele razy wykorzystywane w różnych produkcjach filmowych. "Oh Yeah" stał się jednym ze znaków firmowych Yello a jednocześnie doskonałym unaocznieniem odmienności zespołu. Bogate wykorzystanie elektroniki, które buduje hipnotyczny rytm, okraszone zarówno orkiestrowymi, jak i swoiście industrialnymi samplami, w połączeniu z powtarzanym przez Meiera w kołko tytułowym "Oh Yeah", to esensja specyficznej, "dziwnej" przebojowości Szwajcarów.
Płytę otwierają najmocniejsze komercyjnie punkty albumu. Najpierw mamy trzeci singiel Yello, który znalazł się na płycie pt. "Desire". W istocie to drugi utwór promujący wydawnictwo, bo wydany w sierpniu 1983 roku na rynku niemieckim singiel "Let Me Cry", powstał na samym początku nagrywania albumu, ponad rok przed wydaniem płyty. "Desire" zaistniał jedynie na rynku szwajcarskim i niemieckim, ale to ciekawa kompozycja. Jak na Yello jest stonowana i zrównoważona. Dieter Meier śpiewa delikatnie, wręcz szepcze. Kompozycja utrzymana jest w wolniejszym tempie, nie ma tutaj opętanego rytmu, tak często spotykanego u Yello, mamy za to lekko zamglony klimat pustych ulic w centrum miasta, którymi podąża tejemnicza postać czegoś szukająca. W utworze wyraźnie słychać też gitarowe riffy. "Desire" to kolejne nagranie mające związek z filmem. Wykorzystano je m.in. w jednym z odcinków serialu "Miami Vice". Następnie jest wspomniany już singiel "Vicious Games", w którym obok Meiera śpiewa Rush Winters, znana z jazzowo-soulowej grupy Carmel. To właśnie ona wykonuje refren z tytułową frazą. Trzecim utworem jest "Oh Yeah", o którym też już pisałem. Po nim następuje "Desert Inn", który zaczyna się dziwnymi, plemiennymi zaśpiewami. W tle słychać tłusty, nieco niepokojący puls syntezatora basowego, ubarwiony czasami przestrzennymi partiami klawiszowymi, do tego mamy rwany bit automatu perkusyjnego. Ale i w tym utworze użyte są gitarowe riffiy Chico Hablasa, który współpracował przy powstaniu albumu. „Stalakdrama” to pozostałość spektaklu "Snowball", który tworzył wcześniej Meier, ale do jego realizacji ostatecznie nie doszło. Część muzyki skomponowana na jego potrzeby została jednak wykorzystana na albumie "Stella". Instrumentalny utwór „Stalakdrama” miał być uwerturą "Snowball" i rzeczywiście brzmi jak typowa partia otwierająca operę. Zresztą sam tytuł płyty "Stella" to imię postaci, która miała występować w przedstawieniu "Snowball". Stronę A zamyka "Koladi-Ola", w którym swoje możliwości wokalne prezentuje Boris Blank. Tytuł "Koladi-ola", według Blanka, pochodzi od ryku lwa, który po podniesieniu o oktawę ma brzmieć fonetycznie tak jak tytułowe słowa w utworze Yello.
Stronę B oryginalnego wydawnictwa otwiera kompozycja "Domingo", która poświęcona jest fałszywemu kaznodziei. Już od początku w nagraniu słyszymy riff gitarowy, który wraz z motorycznym bitem automatu perkusyjnego tworzy niepokojącą osnowę nagrania. W tle pobrzmiewają przestrzenne, niemal orkiestrowe partie klawiszowe, ale jest też wiele innych dźwięków wygenerowanych zapewne przy pomocy Fairlight CMI. "Sometimes (Dr. Hirsch)" rozpoczyna się od pulsu syntezatora basowego wspartego bardziej oszczędnym bitem automatu perkusyjnego, w tle słychać dziwne, "pływające" partie klawiszowe. Dieter Meier śpiewa swoim charakterystycznym "niskim, basowym szeptem", wspierany czasami bardziej krzykliwym wokalem Blanka. Mimo całej specyficznej dla Yello dźwiękowej otoczki oraz śpiewu Meiera utwór bliski jest konwencjonalnemu synth popowi o pewnych, wręcz romantycznych cechach. "Let Me Cry" jest od początku bardziej wyrazisty, m.in. dzięki mocno agresywnemu, mechanicznemu bitowi automatu perkusyjnego, ale niski, szepczący śpiew Meiera stanowi kontrast dla tego zdehumanizowanego rytmu. Przedostatni na płycie, ponad pięciominutowy "Ciel Ouvert" prezentuje spokojniejsze, wręcz ambientowe oblicze Yello. Dopiero w trzeciej minucie puls syntezatora staje się intensywniejszy tworząc zarys rytmu, który po chwili kształtują pojedyncze uderzenia automatu oraz narastające dźwięki syntezatorowe. Atmosfera gęstnieje i chwilami staje się nerwowa, ale poza pojedynczymi szeptami nie pojawia się w utworze śpiew. To kolejna pozostałość po niedoszłym spektaklu "Snowball". Album kończy "Angel No" z frenetycznym bitem automatu perkusyjnego i emocjonalnym śpiewem Rush Winters. Wznowienia płyty na CD zawierają jeszcze dodatkowy utwór „Blue Nabou”, będący oryginalnie stroną B singla "Vicious Games”, a także remiksy trzech otwierających album utworów.
"Stella" to pierwszy, wyraźniejszy krok Yello w stronę międzynarodowej rozpoznawalności. Szwajcarzy zaznaczyli wtedy swoją obecność w świecie muzyki przede wszystkim dzięki utworowi "Oh Yeah". Moimi bohaterami stali się za sprawą "Vicious Games". Choć grupa pozostaje w swoim własnym muzycznym świecie, to jednak album zawiera summa summarum muzykę w znacznej części przystępniejszą niż na poprzednich płytach. To nadal twórczość dla bardziej wyrobionego odbiorcy, ale może również zainteresować słuchacza inteligentnego popu. Trudno uznać jednak album "Stella" za szczególnie wybitny lub przełomowy dla muzyki. Mam zresztą wrażenie, że nie da się wskazać jakiejkolwiek płyty Yello, która spełniałaby taką definicję. Yello nagrywa muzykę ciekawą, przeważnie dobrą lub bardzo dobrą, ale nie ma w swojej dyskografii wydawnictwa, które byłoby pozycja kompletną i zmieniającą muzyczną rzeczywistość. [8.5/10]
Andrzej Korasiewicz
26.03.2026 r.
