Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Lombard - Wolne od cła

Lombard - Wolne od cła
1984 Klub Płytowy Razem

1. Wolne od cła 3:10
2. Miny na pokaz, czyny za grosz 3:05
3. Dwa słowa, dwa światy 6:30
4. Adriatyk, ocean gorący 6:35
5. Aku-Hara, kraj ze snu 4:25
6. Kradzież nie popłaca 5:05
7. Skąd ja to znam? 3:55
8. Dalej, coraz dalej 4:35

"Wolne od cła" to trzecia w kolejności płyta Lombardu, która ukazała się w 1984 roku prawie w tym samym czasie co opisywany przeze mnie niedawno album "Szara maść" [czytaj recenzję >>] . Wówczas to był swoisty "biały kruk" wydany w kilkutysięcznym nakładzie przez Klub Płytowy Razem, czyli w praktyce niedostępny dla rynku, poza najzagorzalszymi fanami zespołu. Równie trudno dostępne było wydanie kasetowe. W 1999 roku album ukazał się po raz pierwszy (i ostatni) na CD wraz z innymi reedycjami płyt Lombardu. Niestety, z uwagi na istniejący konflikt między Stróżniakiem a Ostrowską i brak wznowień, płyty od dawna nie są dostępne na rynku, nie ma ich też w serwisach streamingowych. Stróżniak, który od prawie trzydziestu lat działa pod szyldem Lombardu z nową wokalistką, wydał niedawno płytę "40/40", na której prezentuje klasyczne nagrania zespołu wykonane przez współczesny skład Lombardu. Choć nowe wersje brzmią poprawnie, to większość słuchaczy, na pewno jest tak w moim przypadku, woli przecież oryginalne utwory z lat 80. I nie chodzi tylko o to, że w zespole jest inna wokalistka, ale również o brzmienie. Mimo że współczesny Lombard przyjął założenie, żeby do nowych wykonań zastosować te same aranżacje, to przecież chociażby syntezatory brzmią zupełnie inaczej niż te z oryginalnych nagrań z lat 80. A to np. dla mnie ma kluczowe znaczenie i wpływa na odbiór całości. Nie mam nic przeciwko wydawaniu starych nagrań w odświeżonych wersjach, ale to nie zastąpi reedycji starych płyt zespołu. Mam nadzieję, że kiedyś ta informacja dotrze do zwaśnionych stron i stanie się to póki starzy sympatycy Lombardu jeszcze żyją. Bo w dalszej przyszłości może się okazać, że już nikogo nie będą interesowały stare płyty Lombardu. 

W latach 80. nie miałem albumu "Wolne od cła". Wysłuchałem go w całości dopiero, gdy ukazał się na CD, czyli w czasach, gdy byłem zainteresowany już zupełnie inną muzyką. Na płycie są jednak nagrania, które były ze mną w latach 80. i do dzisiaj są mi bliskie. Zacznę od utworu "Aku-Hara, kraj ze snu", który usłyszałem w 1984 roku na Liście Przebojów Programu Trzeciego i wtedy zachwyciłem się nim. To właśnie dzięki niemu ostatecznie przekonałem się do Lombardu. Wcześniej podobały mi się pojedyncze nagrania, lubiłem "Szklaną pogodę", ale trudno mi było identyfikować się z zespołem. Muzyka Lombardu była mocno eklektyczna, czego najlepszym przykładem była debiutancka płyta "Śmierć dyskotece!". Znajdowały się na niej zarówno mocno elektroniczne nagrania jak np. "Diamentowa kula", ale także ekspresyjnie rockowe. Płyta "Live" była w całości wyrazem rockowej ekspresji, na której był nawet utwór-hołd dla Jimmy Hendrixa ("Bye, bye Jimmy"). Ale to nie była muzyka rockowa, którą lubiłem, wolałem Republikę, Maanam czy Oddział Zamknięty. Z czasem w muzyce Lombardu na pierwszy plan w coraz większym stopniu zaczęły wysuwać się syntezatory i elektronika, choć grupa nie rezygnowała z rockowego pazura. W efekcie Lombard wypracował swój charakterystyczny styl łączący instrumentarium elektroniczne i mocne gitary, co zaowocowało narodzeniem się czegoś co nazywam "synth-rockiem". To moim zdaniem najlepszy okres twórczości Lombardu, który przyniósł grupie największy rozgłos. Pierwszym wyrazem tej stylistyki była płyta "Wolne od cła" a jednym z najbardziej charakterystycznych jej nagrań jest pochodzący z niej "Aku-Hara, kraj ze snu". Nagranie rozpoczyna się od tłustego riffu syntezatorowego, ale grupa nie zapomina też o gitarze, która robi rockowe tło. Duże wrażenie sprawiały na mnie te "kaszlnięcia" Ostrowskiej, które wraz z syntezatorem rozpoczynają utwór a następnie powracają w czasie trwania i kończą go. Do tego dochodził tajemniczy dla mnie kraj "Aku-Hara" oraz ekspresyjny śpiew Ostrowskiej. Gdy na dodatek zobaczyłem jej charakterystyczną fryzurę i makijaż byłem cały na "tak". To wszystko przekonało mnie do Lombardu. 

Mniej więcej w tym czasie kupiłem Tonpressowy singiel, na którym były dwa kosmiczne nagrania: "Adriatyk, ocean gorący" (str. A), "Dwa słowa, dwa światy" (str. B). Oba znalazły się na płycie "Wolne od cła", ale do niej nie miałem dostępu, za to "zarzynałem" w kółko wspomniany singiel. Obie kompozycje trafiły też na trójkową listę przebojów. "Adriatyk, ocean gorący" dotarł aż do drugiego miejsca listy, "Dwa słowa, dwa światy" poradził sobie gorzej, bo osiągnął zaledwie dziesiąte miejsce. Każdy z utworów trwa prawie siedem minut. Oba utrzymane są w wolniejszym tempie. Autorem muzyki jest Grzegorz Stróżniak, a słowa napisała Małgorzata Ostrowska. W "Adriatyk, ocean gorący" śpiewa Ostrowska, w "Dwa słowa, dwa światy" Stróżniak. Ten pierwszy jest doskonałym połączeniem brzmienia syntezatorów oraz gitary. Kolorytu dodają w nim głosy mew oraz szum morza, co świetnie współgra z przestrzennymi partiami syntezatorów. Brzmienie jest doskonale wzmocnione posępnie brzmiącymi riffami gitarowymi. Śpiew Ostrowskiej przechodzi od szeptu do charakterystycznego dla niej niemal krzyku. Do tego dołącza mocna solówka gitarowa, która pojawia się w piątej minucie nagrania, perkusja jest miarowa i nadaje rytm. Wszystko jest do siebie idealnie dopasowane i dostrojone, mimo zastosowania środków wyrazu wydawałoby się z różnych stylistyk. A jednak złączyło się to w nową jakość, dzięki której Lombard wyrósł w połowie lat 80. na wielką gwiazdę i przekonał do siebie słuchaczy, takich jak ja. Podobne tempo do "Adriatyk, ocean gorący" mają "Dwa słowa, dwa światy", ale w przeciwieństwie do "Adriatyk, ocean gorący" nie ma tutaj gitar i szczątkowe jest wykorzystanie rytmu perkusyjnego. Utwór zaczyna wyrazisty motyw syntezatorowy, po którym wchodzi spokojny, stonowany śpiew Stróżniaka. Następnie słyszymy przestrzenne partie klawiszowe a w kolejnym akcie pulsujący, syntezatorowy bas. Śpiew Stróżniaka staje się mocniejszy, by za chwilę uspokoić się. Warstwa instrumentalna "Dwa słowa, dwa światy" w całości oparta jest na syntezatorach a głównym motywem, o funkcji również rytmicznej, okazuje się pulsujący bas syntezatorowy, który ostatecznie zamyka nagranie. Z rzadka słychać pojedyncze uderzenie w bębny.

W tamtych czasach znałem jeszcze utwór "Skąd ja to znam?", który znalazł się w maju 1984 roku na liście przebojów Trójki, choć na krótko i na niskiej pozycji (zaledwie 28. miejsce). To dynamiczny utwór śpiewany przez Stróżniaka, w którym  wyraziste syntezatory pomieszane są z gitarowymi riffami. Refren jest chwytliwy i trudno dociec dlaczego nagranie nie odniosło większego sukcesu. Na liście Trójki było jeszcze nagranie "Miny na pokaz, czyny za grosz", które w lipcu 1983 roku osiągnęło 18. miejsce, ale ten utwór słabiej kojarzyłem. Możliwe, że mi wtedy umknął, bo listy Trójki zacząłem słuchać regularnie na przełomie 1983 i 1984 roku. W 1984 roku nie opuszczałem już żadnego notowania. "Miny na pokaz, czyny za grosz" śpiewany jest przez Ostrowską a kluczowym elementem utworu jest gitarowa solówka Piotr Zandera. Syntezatory pojawiają się, ale delikatnie i nie na pierwszym planie. Na płycie mamy jeszcze tytułowe "Wolne od cła", od którego album rozpoczyna się. W tym nagraniu bardziej dominujące są gitary i rockowa ekspresja, choć słychać też zarówno przestrzenne klawisze, jak i riffy syntezatorowe, ale są one schowane i mniej słyszalne. Ostrowska śpiewa bardzo ekspresyjnie i całość jest bardzo dynamiczna. Bardzo dobrym nagraniem jest "Kradzież nie popłaca", w którym na wokalu mamy Stróżniaka. W tym przypadku syntezatory są bardziej wyraziste i słyszalne, choć ważne pozostają riffy gitarowe. To znowu idealne połączenie rockowej ekspresji ubarwionej syntezatorami - "synth-rock". Płytę kończy delikatniej zaczynający się "Dalej, coraz dalej" śpiewany przez Ostrowską. Po balladowym wstępie, nagranie nabiera dynamiki, refren jest chwytliwy a w symbiozie ponownie mamy gitary i syntezatory. 

"Wolne od cła" z dzisiejszej perspektywy prezentuje się bardzo korzystnie. To pierwszy akt wypracowanego przez Lombard stylu, w którym grupa porzuca eklektyzm i wyraźnie nabiera odpowiedniego czucia. Muzyka Lombardu przestaje być zbiorem nagrań w różnych stylistykach. Lombard integruje w swoich nagraniach brzmienie syntezatorowe i rockową ekspresję tworząc swój unikalny w polskich realiach styl. Kolejne płyty: "Szara maść" i "Anatomia" staną się jego ukoronowaniem. "Wolne od cła" nie jest jeszcze tak zwartą całością jak "Szara maść", ale chociażby ze względu na wspomniane: "Adriatyk, ocean gorący", "Dwa słowa, dwa światy" czy "Aku-Hara, kraj ze snu" zasługuje na uwagę. Pozostałe nagrania również nie obniżają wartości płyty. [8/10]

Andrzej Korasiewicz
15.03.2026 r.

Postaw mi kawę na buycoffee.to